juz tydzien
no dobra.
troche sie ociagalam, ale to chyba dlatego, ze moje ostatnie dni niewiele sie roznily jeden od drugiego.
mialam pare spotkan z ludzmi, troche polazilam po miescie, poza tym praca, praca, praca. I jako dziwnie wydaje mi sie, ze ja i Ravin robimy tu najwiecej. Ba! To mi sie chyba nie wydaje, ale naprawde tak jest!
Praca.
Jak pisalam mamy ustalone godziny pracy, ale teraz, kiedy bylo duzo planowania, siedzielismy dluzej, czasem do 3ciej w nocy. Problem polega tez na tym Zdarzalo sie tez, ze konczylismy prace o 23, potem siedzielismy na balkonie i gadalismy do pierwszej. Niby w biurze, a jednak w domu. Wyjsc nie wypada- w koncu to ja jestem gospodarzem. A rano tylko sterta naczyn do zmywania pozostaje.
Dlatego tez zaczelam implementowac 'office culture'. Zaczelam od wieszania flipchartow z roznymi informacjami. Zeby sciagac buty, zeby zmywac naczynia na bierzaco... Mam nadzieje, ze powoli wszyscy goscie tego domu zaczna rozumiec, ze to nie tylko biuro, ale tez dom.
Mieszkanie.
Juz je chyba opisywalam kiedys, ale zrobie to raz jeszcze. Ja i Ravin mamy swoje pokoje. Jak dla jednej osoby sa calkiem spore. Mam biurko, szafe (pisze o tym, bo Ravin ich na przyklad nie posiada), czasem najchetniej pracowalabym w pokoju, ale komputery sa w living room. To duzy pokoj, do ktorego wchodzi sie bezposrednio z klatki schodowej. Mamy tez spora kuchnie (z malenka lodoweczka niestety). Jest tez tyci pokoik z zabudowanego balkonu, w ktorym mieszka Suzaan, praktykantka z Holandii. Suz zadko bywa w domu- wstaje wczesnie, wraca pozno. I niechetnie sprzata =)
Pogoda.
Nie jest nieznosnie. Jest sliczna pogoda, cieplo, czasem goraco, ale da sie przezyc. Tylko biuro nam sie nagrzewa w ciagu dnia, dlatego wieczorami przyjemnie jest wyjsc na spacer. Zdarzaja sie burze popoludniami, i to takie solidne. Z gradem.
Skopje.
Tu jest wszedzie blisko. Autobusem jeszcze nigdy nie jechalam, czasem Toni przyjezdza samochodem jak mamy cos dalej do zalatwienia. Chociaz na piechote tez bysmy doszli. Bardzo fajne sa takie wedrowki, i choc czasem strace wiecej czasu, to przynajmniej kosci rozprostuje po pracy i spale pare kalorii.
Kiedy bylam w skopje po raz pierwszy wydawalo mi sie, ze niewiele sie rozni od polskich miast. Teraz widze, ze jest duzo bardziej zniszczone, czasem nawet przypomina mi ukrainskie miasta. Wspanialy jest natomiast widok gor. Skopje leza w dolinie, gory dookola. Kiedy leze na lozku (mam bardzo wysokie lozko) i spogladam przez okno za budynkami widze gory. Bosko! Musicie to zobaczyc.
Kontakt ze swiatem.
Zaczne od internetu. Bo to wazne.
Mamy internet w biurze, ale przez ograniczenia transferu nie siedze przy kompie caly czas. Nie mamy tez telewizji, wiec zeby dowiedziec sie co na swiecie sie dzieje, musze szperac po portalach informacyjnych. To najlepiej robic wieczorami, kiedy zostanie jeszcze troche MB.
Komorki jeszcze nie mam, dla nikogo nie jest to priorytetem zeby mi pomoc w znalenieniu aparatu i kupieniu karty. Life is brutal, jak mowia =)
Jedzenie.
Z Ravinem zyjemy na trybie 'min'. Zeby tanio kupic zarcie chodzimy na bazar, gdzie owoce i warzywa sa supertanie. Dzis kupilismy warzyw przynajmniej na kolejne 4 dni za 200 denarow co stanowi jakies 13 zlotych. Dzis zorientowalam sie jaki maja tu system sprzedazy- podaja cene np. 15 denarow za kilogram, po czym proponuja 20 gram wiecej za 20 den. Smiesznie bylo, kiedy chcialam wybrac sobie sama pomidorki. W Polsce zawsze tak robie, a tu dziwnie sie na mnie patrzyli. W ogole to zakupy na bazarze sa najlepsza nauka macedonskiego!
Macedonski.
Tylko mi sie zdawalo, ze jest prosty. Mimo, ze rozumiem bardzo duzo, nie potrafie za duzo powiedziec. Slownik Angielsko- Macedonski narazie nie nie przydaje- potrzebny mi elementarz!
CDN.

1 Comments:
czekamy na jakies fotki ;)
skoro musimy pewne rzeczy zobaczyc ...
pozdrowienia ze znow upalnej Lodzi.
Post a Comment
<< Home