w Macedonii
No dobra. Skonczyly sie czasy, kiedy zwracalam uwage na polskie czcionki. Tutaj ich po prostu nie mam =)
Ale od poczatku.
W Warszawie bylismy chyba jeszcze przed 20, czyli ponad godzine przed odjazdem autokaru. Jakie bylo nasze zdziwienie, kiedy zamiast autokaru zobaczylismy busa z przyczepa... Ale okazalo sie, ze w Rzeszowie, albo gdzies dalej beda nas przepakowywac do normalnego, duzego autokaru. Tak tez sie stalo. Gdzies niedaleko granicy (nawet nie wiem gdzie, bo bylo okolo 5 nad ranem i srednio wiedzialam co sie dzieje wokolo) wsiedlismy do autokaru, ktory jechal juz prosto do Grecji. Niestety wiekszosc miejsc byla juz zajeta, wiec moj pomysl na spanie na dwoch siedzeniach poszedl w zapomnienie. Siedzialam kolo jednej dosc grubej pani, ktora- jakby jeszcze bylo malo- koniecznie chciala, zeby jej torga siedziala na siedzeniach razem z nami. Tak wiec siedzielismy w trojke- torba, pani (na dwoch krzeselkach jednoczesnie) i ja. Dobrze, ze w pore odkrylam, ze moje siedzenie sie lekko odsuwa, wiec pani siedziala na przerwie niedzy krzeslami. Spanie w pozycji siedzacej nie bylo niczym fajnym, no ale jakos dalam rade. Zreszta ciezko bylo spac kiedy wokolo byla z 6 dzieci no i jeszcze filmy puszczali jeden za drugim. Bardzo sie balam, ze obejrzymy cala kolekcje bajek, ktora wypalil na plytkach jeden z podrozujacych z nami chlopcow, ale na szczescie nie dzialaly. Tylko "Ice Age 2" no ale to dalo sie zniesc =)
Bardzo milo zaskoczyla mnie firma przewozowa, ktora za cene 250 zlotych nie tylko zawiozla mnie do Macedonii ( a to juz nie lada wartosc dodana) ale jeszcze stawiala obiad. Kiedy postawili mi pod nosem mieso, frytki i surowke z bialej kapusty wiedzialam, ze wrocilam na balkany. To bylo w Serbii.
Potem to juz naprawde szybko zlecialo. Chyba kawalek w Polsce byl najciezszy.
No i na granicach nie stalismy za dlugo. Bogu dzieki nie grzebali nam w torbach ani w Serbii ani w Macedonii, jak mi sie zdarzylo w Listopadzie zeszlego roku.
Autokar zatrzymal sie za granica w Macedonii dwa razy. Na pierwszym przystanku pan kierowca zapytal po co jade do Macedonii. Ja mowie, ze do pracy, a on zdziwiony, czy tam mozna zarobic. To ja mowie, ze jade do pracy, ale nie wyjechalam za pieniadzem...
Na drugim przystanku wysiadlam. Przyjechal samochodem facet z firmy. On zawiozl mnie do miasta, autokar pojechal dalej- do Grecji. Super firma, naprawde. Pan Igor (to drugi kierowca, kiedys pracowac w Polsce, w ambasadzie Macedonii; jak sie potem okazalo) podjechal prosto pod moj dom. Dziwne bylo uczucie, kiedy przyjechalam sama i sama weszlam do domu. Mojego domu- przynajmniej jeszcze przez rok. A w domu nie bylo nikogo- moi znajomi czekali na mnie na dworcu. Tak wiec zamiast oni witac mnie- to ja witalam ich w domu.
Potem tylko siedzielismy na balkonie i pykalismy szisze- Toni wlasnie wrocil w Turcji i chyba jak kazdy, kto z tamtad przyjedza- kupil jedna. Okolo 3 nad ranem znalazlam jeszcze troche sily zeby rozpakowac rzeczy- przynajmniej ich czesc. I poszlam spac.
Rano- tradycyjnie- kantor i zakupy do szopskiej salatki. Ravin pokazal mi taki pchli targ jakies 25 minut piechota. Specjalnie napisalam pchli targ, bo niektorzy ludzie to wygladali, jakby mieli pchly. No nie, moze troche przesadzam, ale klimat tego ryneczku jest mocno turecko- arabski. Ale to miejsce ma swoj urok. Kiedys pojde tam z obstawa i porobie zdjec. Z obstawa to na wszelki wypadek, zeby aparatu nie zabrali.
Ale z zakupami nie mialam klopotow. Moj macedonski jest spokojnie wystarczajacy do zrobienia zakupow na rynku warzywnym. Spokojnie zapytam ile kosztuje, ile chce i zrozumiem ile mam zaplacic. Czego wiecej chciec. A tubylcy strasznie to doceniaja, ze sie staram po macedonku mowic. Nawet cukinie tam znalazlam! A jakie pyszne pomodorki! Dawno w Polsce takich nie jadlam =)
Potem jeszcze chwila spokoju i zaczelismy spotkanie. Zaczelo sie o 14, skonczylo okolo 21. Plus przerwa godzinna, ktora sporzytkowalam na robienie porzadkow w pokoju. Jeszcze nie wiadomo, czy tu zostaniemy, ale jak juz cos zadecydujemy to napisze. A historia jest dosc ciekawa, wiec na pewno o niej jeszcze opowiem.
Wieczorkiem poszlismy jeszcze mnie zarejestrowac, ale to tylko formalnosc. Nic strasznego- w Rosji sie bardziej stresowalam, i zabawy papierkowej bylo wiecej. Po drodze poszlismy na basen sprawdzic godziny otwarcia. Oh, szybko zatesknilam za Wodnym Rajem u mnie na osiedlu. No ale sie nie zrazam, tylko jutro ide dzielnie poplywac. Zobaczymy jak jest w srodku =)
To chyba tyle z dzisiejszych wrazen. No jeszcze na koniec dodam, ze na dole w bloku jest sklepik, gdzie wlascicielem jest bardzo mily facet, ktory mowi po angielsku. Znam go juz od piewszej mojej wizyty w Mace, w maju tez go odwiedzilam. Alez to komfort, kiedy facet w sklepie mowi po angielsku! (pewnie teraz Lukas sie ze mnie smieje. Dla tych, ktorzy nie wiedza, Lukas siedzi teraz w Londynie)
Do jutra!

2 Comments:
Majkus,
1. fajnie, ze blog po polsku. twarda jestes. mnie sie dwoch nie chce pisac.
2. ja tez nie bede uzuwac poslkich znakow, zeby Ci bylo razniej.
3. no to juz wiem, jak dotarlas na miejsce. sadzilam, ze jednak polecisz. spanie w autokarze w kazdej mozliwej pozycji opanowalam po 3 trasach. to przyjdzie z czasem. potem sama sie zdziwisz, ze potrafisz tyle godzin przespac ;)
4. troche nie rozumiem sytuacji z dworcem i teamem ... to ta podwozka pod dom byla nadprogramowa?
5.zycze Ci szybkiej aklimatyzacji, ktora mam nadzieje, jest latwiejsza ze wzgledu na to, ze to nie Twoj pierwszy raz w Macedonii.
jakby co, to jest taki jeden wyjadacz pobytowo-zagraniczny ;), ktory zawsze chetnie sluzy pomoca, rada, dobrym slowem, ...
trzymaj sie laska!!
ad 4.
no tak, znaczy sie spodziewalam sie, ze autokar sie zatrzyma gdzies na dworcu i przyjedzie po mnie team. tymczasem autokar nie zbaczal z trasy, tylko po mnie z samego Skopje przyjechal pracownik firmy samochodem. I zawiozl mnie do samego domu- o czym moj team nie wiedzial.
Post a Comment
<< Home